» O uczelni » "To tylko zmiana sternika. Kurs bez zmian"
01.09.2011
News

"To tylko zmiana sternika. Kurs bez zmian"

- rozmowa z prof. Witoldem Bieleckim, Rektorem Akademii Leona Koźmińskiego, na temat kontynuacji misji uczelni, planach na przyszłość i priorytetach

Z Profesorem Witoldem Bieleckim, Rektorem Akademii Leona Koźmińskiego rozmawia Ewa Barlik

 

To tylko zmiana sternika. Kurs bez zmian


Ewa Barlik: Od dzisiaj jest Pan Profesor Rektorem Akademii Leona Koźmińskiego, jednak nominacja na to stanowisko, będąca wolą Senatu Uczelni, dokonała się przed kilkoma miesiącami. Był czas na przygotowanie planów na przyszłość, o czym chciałabym dzisiaj porozmawiać. Czy pod rządami nowego rektora będzie realizowana nowa misja uczelni?

 

Witold Bielecki: Żadnego zwrotu nie będzie. Będziemy realizowali dotychczasową misję, którą sformułowaliśmy dziesięć lat temu jako ważny element naszej strategii. Aktualnie ma ona następujące brzmienie: Jako międzynarodowa uczelnia z siedzibą w centrum Europy dbamy o najwyższą jakość kształcenia w dziedzinie biznesu, zarządzania i prawa, łączymy teorię z praktyką, a dzięki realizowanym badaniom przyczyniamy się do rozwoju polskiej i światowej nauki.

 

EB: To udało się już osiągnąć pierwszemu rektorowi uczelni, Panu Profesorowi Andrzejowi Koźmińskiemu wraz ze zbudowanym przez niego zespołem współpracowników.

 

WB: Byłem w tym zespole od początku i zapewniam, że jego skład nie ulega zasadniczej zmianie wraz ze zmianą rektora. Wszyscy dobrze czujemy misję uczelni i chcemy ją dalej realizować. Chcemy, aby ALK była nadal międzynarodowa, co zapewnia nam wysoki udział studentów zagranicznych i – coraz większy – zagranicznych wykładowców. Chcemy, żeby nasi profesorowie prowadzili wartościowe projekty badawcze, co mogą robić również dzięki prestiżowym stypendiom na Harvardzie czy Yale, jakie otrzymują w uznaniu dotychczasowych osiągnięć. Chcemy być międzynarodową,  szerokoprofilową uczelnią biznesową,  a niekoniecznie uniwersytetem.

 

EB: Czy widzi Pan Profesor jedną, poważną specjalizację dla naszej uczelni, która by nas wyróżniała?

 

WB: Naszą specjalnością jest przedsiębiorczość. Znaczącą grupę studentów stanowią dzieci przedsiębiorców. Zapoczątkowane przez Prof. Stefana Kwiatkowskiego badania nad przedsiębiorczością intelektualną miały charakter międzynarodowy i będziemy je kontynuować. Sądzę, że powinniśmy również  kontynuować badania z obszaru transformacji, ale w ujęciu globalnym. Zarówno nasze polskie doświadczenia z ostatniego dwudziestolecia, jak i zmiany systemowe zachodzące na świecie oraz ostatnie kryzysy są wdzięcznym polem zainteresowań badawczych dla uczelni biznesowej. Natomiast mimo tego, że jestem ekonometrykiem, cenię sobie bardzo nasze osiągnięcia na polu badań jakościowych. 

 

EB: Czy przewiduje Pan Rektor zmianę kierunków nauczania?

 

WB: W tej chwili mamy bardzo dobrą ofertę edukacyjną. Doskonałym pomysłem było uzupełnienie o prawo dotychczasowych kierunków typowo biznesowych, jak zarządzanie i finanse. Kolegium Prawa ALK, które w tym roku świętowało 10-lecie, ma imponujące osiągnięcia naukowe i dydaktyczne. Jesteśmy jedynym ośrodkiem, który potrafi kształcić prawników dla biznesu i menedżerów wyposażonych w wiedzę prawniczą, co zapewnia nasza unikatowa oferta „Prawo Plus”. Jednak zawsze staramy się, aby nasze programy stanowiły odpowiedź na potrzeby rynku. Stąd na pewno pojawią się atrakcyjne propozycje nowych kierunków studiów. Na przykład w tej chwili przygotowujemy specjalizację social innovation.

 

EB: ALK to dziś jest perła w koronie, a dokładnie w „trzech koronach”, które daje nam potrójna akredytacja: AACSB, EQUIS i AMBA. Czy czuje się Pan strażnikiem tego rzadkiego dobra?

 

WB: Utrzymanie międzynarodowych akredytacji i wysokiej pozycji uczelni w międzynarodowych rankingach to rzeczywiście wielka odpowiedzialność i trudne zadanie. Zwłaszcza, że daje nam to niesamowite przełożenie na międzynarodowe środowisko akademickie. Pamiętam, jak kilka lat temu odwiedzałem różne zagraniczne uczelnie, by pozyskać je do wspólnych projektów. Zazwyczaj otrzymywałem grzeczną odpowiedź odmowną. Nikt nas nie znał. Sytuacja zmieniła się diametralnie  już po uzyskaniu przez uczelnię akredytacji EQUIS. Trzecią, najtrudniejszą do zdobycia amerykańską akredytację AACSB otrzymaliśmy zaledwie miesiąc temu i od tego czasu już otrzymaliśmy kilka ofert współpracy od uczelni z całego świata. Dziś nawet jeśli nasza nazwa nie jest powszechnie znana w innych krajach, to akredytacje zapewniają nam przynależność do elitarnego grona najlepszych uczelni biznesowych na świecie. I otwierają nam możliwości wymiany naukowej, prowadzenia wspólnych ponadnarodowych projektów badawczych. Musimy jednak bezwzględnie przestrzegać szeregu procedur i wysokich standardów edukacji, bo akredytacja nie jest dana na zawsze. Jako rektor czuję ciężar tej odpowiedzialności.

 

EB: Na razie akredytacje w niewielkim stopniu przekładają się na pozycję uczelni na rynku krajowym.

 

WB: Bo nie ma tradycji, a wielu uczelniom brakuje też motywacji do podejmowania takich działań. Nie jest to im do niczego potrzebne, zwłaszcza kiedy mają zapewnione stałe finansowanie z budżetu państwa. My jako szkoła prywatna utrzymujemy się z czesnego płaconego przez studentów, więc musimy im dać „wartość dodaną”, a taką stanowią symbole prestiżowych akredytacji na dyplomie. Chociaż bywa, że studenci, a nawet kadra akademicka w Polsce, nie do końca się orientują, o co chodzi w tych akredytacjach. Dlatego cieszy mnie, jak słyszę, że inne polskie uczelnie próbują zdobywać akredytacje międzynarodowe.

 

EB: „Financial Times” w rankingu międzynarodowych uczelni biznesowych w 2010 r. sklasyfikował ALK na 39. pozycji. Czy za Pańskiej kadencji wejdzie do pierwszej dwudziestki?

 

WB: Bardzo bym chciał, wiem też, że takie jest marzenie prof. Andrzeja Koźmińskiego. Jednak musimy sobie zdawać sprawę ze skali trudności. Z tysięcy szkół biznesu działających na całym świecie do niedawna w czołówce były tylko uczelnie z tradycjami: amerykańskie i z tak zwanej starej Europy. Dziś trafiają tam zupełnie nowe wielonarodowe instytucje edukacyjne, zakładane w Azji czy państwach arabskich, uczelnie z Ameryki Południowej. Gdybyśmy chcieli jedynie utrzymać dotychczasową pozycję w rankingach „FT”, to niemal na pewno spadniemy, bo wyprzedzą nas inne szkoły wyższe inwestujące ogromne pieniądze w rozwój. Dlatego musimy być coraz lepsi, aby zachować wysokie miejsce w czołówce.

 

EB: Wysoką pozycję uczelni gwarantują wartościowe publikacje, zwłaszcza międzynarodowe. Czy ta aktywność będzie rozwijana?

 

WB: Bardzo mi na tym zależy, żeby pracownicy naukowi ALK nie koncentrowali się tylko na dydaktyce, ale też prowadzili badania i publikowali ich wyniki. To może budzić pewien opór, bo praca dydaktyczna jest znacznie bardziej atrakcyjna, choćby z powodów finansowych. W miarę możliwości chciałbym ograniczyć wieloetatowość wykładowców, która nie sprzyja pracy naukowej. Kryterium publikacji stanie się bardzo istotnym elementem systemu oceny pracowników, który został już stworzony i niebawem zostanie przedstawiony Senatowi do akceptacji. Jest on spójny z propozycjami ministra nauki i szkolnictwa wyższego, a nawet bardziej rygorystyczny. U nas adiunkt będzie miał mniej czasu na zrobienie habilitacji niż w uczelniach państwowych.

 

EB: A jak nie zdąży, będzie musiał odejść?

 

WB: W większości przypadków tak.

 

EB: Czy ewentualne wakaty na stanowiskach będą oferowane zagranicznym wykładowcom z uznanym dorobkiem?

 

WB: Taki jest pomysł, żeby zapraszać naukowców ze świata, aby u nas realizowali swoje badania we współpracy z naszymi młodymi doktorami. Dzięki akredytacjom możemy dotrzeć do wielu osób, które będą zainteresowane robieniem badań w Polsce. Są już zainteresowani prowadzeniem w naszej uczelni badań, np. z obszaru transition economy.

 

EB: ALK buduje mocną markę na rynku globalnym, ale poza Polską jest obecna tylko na Białorusi. Czy eksport usług edukacyjnych będzie rozwijany?

 

WB: Nazwałbym misją to, co robimy na Białorusi. Mało kto wie, ale absolwenci naszych studiów MBA, które uruchomiliśmy w Mińsku w 2001 roku, to prywatni przedsiębiorcy. Nie ma wśród nich dyrektorów państwowych dużych firm czy kierowników z administracji rządowej. W sektorze państwowym na Białorusi nie ma jeszcze potrzeby zdobywania takiej wiedzy, bo działają klucze polityczne. Ale prywatny biznes to co innego. Wykształciliśmy ponad 300 osób z Białorusi, których firmy mają się całkiem dobrze. Rozpoczynając działalność na Białorusi w konsorcjum czterech instytucji, korzystaliśmy ze wsparcia finansowego amerykańskiej Eurasia Foundation. Po dwóch latach pieniądze się skończyły, więc Central Connecticut State University wycofał się. Europejskij Gumanitarnyj Uniwersytet, naszego drugiego partnera, prezydent Łukaszenko zamknął z dnia na dzień, bo zbierała się tam opozycja. Pozostaliśmy tylko my i białoruski Instytut Zarządzania i Prywatyzacji (IPM). Usiadłem z Pawłem Denejko z IPM, zrobiliśmy biznesplan, policzyliśmy breakeven point i postanowiliśmy kontynuować projekt na zasadach czysto komercyjnych. Mamy już 25. edycję programu, choć aktualnie sytuacja stała się bardziej trudna, głównie z powodu wysokiej inflacji, ale misję kontynuujemy.

 

EB: To zachęca do ekspansji na kolejne rynki. Jakie?

 

WB: Na pewno w obszarze naszych zainteresowań są Ukraina i Chiny.

 

EB: Czy przy ewentualnej ekspansji na te rynki będzie Pan Rektor chciał wykorzystać doświadczenie z kierowania konsorcjum uczelni związanych z projektem Euro*MBA?

 

WB: Tak, szczególnie w obszarze działania na „skrzyżowaniu” kultur, choć nie zawsze jest możliwe kopiowanie gotowych rozwiązań. Zwykle każdy rynek ma swoją specyfikę i trzeba się do niego dopasować. Wspomniane Euro*MBA, prowadzone wspólnie przez 6 europejskich uczelni, jest bardzo trudnym w realizacji projektem, wymagającym wielu dopasowań, koordynacji, nadzwyczaj sprawnej administracji. Mamy też inne projekty edukacyjne realizowane w konsorcjach z uczelniami zagranicznymi i przygotowujemy kolejne. To są dobre doświadczenia, zwłaszcza w prowadzeniu kształcenia on-line.

 

EB: Nowoczesne technologie zawsze były Panu bliskie?

 

WB: Zawsze odpowiadałem za projekty informatyczne w uczelni, więc wiem, że trzeba mieć wobec nich dużo pokory i cierpliwości. Nie wszystko się udaje od razu i nie ma jedynych słusznych rozwiązań. Dlatego nie jestem zwolennikiem całkowitego kształcenia przez Internet, bo nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu studenta z wykładowcą. Przyszłość widzę w tak zwanym „blended learning”, czyli formie mieszanej. W warunkach polskich istnieje problem bariery kulturowej ograniczającej kształcenie na odległość. Wykładowcy obawiają się, że przez Internet zbyt łatwo udostępnią swój know-how i w ostatecznym rozrachunku stracą. Istnieje też problem ochrony praw autorskich – i to zarówno przekazywanych wykładów, jak ochrony interesów autorów opracowań wykorzystywanych przez wykładowców. Podczas wykładu na żywo łatwo posłużyć się cudzą ilustracją, ale już przez Internet to nie przejdzie, bo programy wychwytujące plagiaty zaraz to znajdą. Nasza uczelnia ma doświadczenia w prowadzeniu przez Internet europejskich studiów Euro*MBA, więc na pewno będzie nam łatwiej wprowadzać projekty e-learningowe na rynku krajowym. Przy czym nie każda osoba nadaje się do e-learningu, gdyż to wymaga ogromnej samodyscypliny od studenta. A dzisiaj studenci bywają rozleniwieni, co nawet nie jest ich winą. Po prostu taki model uczenia się wynoszą z edukacji powszechnej.

 

EB: Jak zamierza Pan ułożyć sobie relacje ze studentami ALK? Dotychczas był Pan odbierany jako osoba bardzo bezpośrednia, grywał Pan Profesor ze studentami w piłkę, spotykał się z nimi nieformalnie podczas Święta Szkoły. Czy jako rektor uczelni będzie Pan bardziej zdystansowany wobec młodzieży?

 

WB: Nie sądzę, by rektorska toga zasadniczo zmieniła moje dotychczasowe zwyczaje. Co tydzień gram w piłkę i chociaż jestem zawsze tego dnia wykończony, nie zamierzam się poddawać. Natomiast satysfakcja studenta jest wpisana w strategię uczelni i będę ją realizował. Nie chodzi oczywiście o to, żeby student mógł dostać dobrą ocenę za zerowy wysiłek, ale o dawanie szans i możliwości na rozwijanie autentycznych własnych pasji. Czasem to są zainteresowania czysto poznawcze, i dla takich mamy bardzo ciekawe koła naukowe. Bywają też pasje artystyczne czy sportowe. Na naszej uczelni każdy ma prawo rozwijać swoje pasje w zgodzie z nauką, a my staramy się w tym pomóc.

 

EB: Uznani sportowcy mają zapewniony indywidualny tok studiów, który pozwala na intensywny trening i udział w zawodach. Czy dlatego tak chętnie wybierają ALK?

 

WB: Ich obecność zapewniła nam tytuł Akademickiego Mistrza Polski 2009/2010. Rozumiemy, że ktoś nie może uczestniczyć we wszystkich zajęciach, bo musi intensywnie trenować. Nadrobi zaległości, kiedy będzie mógł. To są zazwyczaj osoby bardzo dobrze zorganizowane. Sport uważam za rzecz fantastyczną. Po zachowaniu zawodnika można poznać, jakim jest człowiekiem. W sporcie nie ma aktorstwa, są twarde zasady, których należy przestrzegać. Dodatkowo sport silnie integruje ludzi – zawodników i ich kibiców. Zaangażowanie ALK w sport jest wzorowane na uczelniach amerykańskich i u nas też dobrze się to sprawdza.

 

EB: Jakie będą relacje Pana Rektora z samorządem studenckim?

 

WB: Samorząd jest bardzo ważnym ciałem na uczelni, choć nieprzewidywalnym z powodu wybieralności. Z pewnym zdziwieniem obserwuję, jak studenci przygotowują elekcję, wzorując się na świecie polityki, stosując wszystkie chwyty zapożyczone z kampanii politycznych. Ostatnio mieliśmy bardzo dobry samorząd, z którym współpraca układała się znakomicie, i życzyłbym sobie równie zaangażowanego w tej kadencji. Jednak nie mam żadnego wpływu na wybory studentów. Samorząd to miejsce dla realizowania się wrażliwych i odpowiedzialnych społeczników. Chciałbym natomiast zadeklarować, że nadal będę wspierał wszystkie pomysły studentów, które są dobrze przygotowane koncepcyjnie i pozwalają zrealizować coś, co studenci uważają za rzecz autentycznie potrzebną.

 

EB: Obok uczelni, która jest zawsze w centrum zainteresowania ze względu na flagową markę, praktycznie od jej powstania działa stworzone i nadzorowane przez Pana Profesora Centrum Kształcenia Podyplomowego. Jakie są plany wobec tej jednostki?

 

WB: Nauka przez całe życie jest dzisiaj koniecznością. Ludzie zmieniają profesje, doskonalą się, potrzebują dodatkowych szkoleń, a czasem powrotu na uczelnię z powodów osobistych. CKP pozwoliło nam zniwelować skutki niżu demograficznego. Kiedy zmniejsza się liczba studentów studiów licencjackich i magisterskich, wzrasta zainteresowanie szkoleniami i studiami podyplomowymi. Pozwala to optymalnie wykorzystać kadrę dydaktyczną. Dobrze się rozwija także Centrum Rozwoju ALK, w ramach którego działa między innymi Centrum Kompetencji Europejskich, będące poważnym beneficjentem programów unijnych. W ramach tych jednostek będziemy rozwijać krótkie szkolenia i konsulting.

 

EB: Nie zapowiada Pan rewolucji na uczelni. Może jednak chciałby Pan coś zrobić po swojemu, inaczej niż Prof. Koźmiński?

 

WB: Chociaż znamy się z Prof. Andrzejem Koźmińskim od wczesnych lat siedemdziesiątych i już ponad 40 lat razem ze sobą pracujemy, to osobowościowo jesteśmy różni. Różnimy się też w wielu sprawach, na przykład w podejściu do informatyki, ale dotychczas zawsze dochodziliśmy do konsensusu, przekonując się argumentami. Mamy wspólny cel – dobro uczelni. On ją stworzył, zbudował zespół, a teraz będzie nas wspierał z pozycji Przewodniczącego Rady Powierniczej i Prezydenta uczelni. Ta uczelnia to jest dzieło Andrzeja Koźmińskiego. Wszystko tu działa. Nie zamierzam tego psuć.

 

EB: Co chciałby Pan Profesor osiągnąć jako rektor w trakcie swojej kadencji?

 

WB: Największą satysfakcję sprawi mi, jeśli ludzie, z którymi tu pracuję, i studenci będą żałowali, że kończę kadencję rektorską.

 

Warszawa, 1 września 2011 r.