Studia podyplomowe » Blog » Prokrastynacja
19.10.2018
News

Prokrastynacja

Prokrastynacja – ten termin robi w ostatnich czasach niesamowitą karierę. Nie wystarczy już po prostu być leniwym, lenistwo jest po prostu niemodne. Ale co się za tym terminem kryje, jakie jest jego znaczenie? Czym różni się od zwykłego lenistwa, które jest zwykłym „nicnierobieniem”. Zamiast definicji, czy zanim definicja, dwa fragmenty wpisów z forum.gazeta.pl, które wiele mówią wprost i między wierszami (pisownia oryginalna).

tunkutunku 18.08.12, 17:53

Witam. Moja historia zaczęła się dość typowo, jeszcze w latach szkolnych. Pamiętam, że od zawsze miałem tendencję do osuwania wszystkiego na później, byle tylko odwlec, za wszelką cenę. To samo w liceum, to samo na studiach. I to samo w pracy.
Zawsze ratowało mnie to, że jestem "zdolny", nigdy właściwie nie poniosłem większych konsekwencji, choć zawaliłem w życiu setki terminów, nie dokończyłem setek rozpoczętych rzeczy itd. Kompletnie nie mam kontroli nad marnowanym czasem, nie panuję nad tym. Dzisiaj np. siedzę od rana przed komputerem, przepracowałem pół godziny, resztę zmarnowałem. Forum, gazeta, youtube, wykop. I tak każdego dnia.
W szkole jakoś tam sobie zawsze poradziłem, może super ocen nie miałem, ale wiadomo jak to jest, niemal na siłę naciągają oceny itd. W pracy to samo, mój stały numer to obijanie się cały dzień, a potem mówienie, że projekt jest bardzo trudny, że muszę przemyśleć, że skończę w weekend, albo zostanę po godzinach, jeszcze wychodzę przez to na pracowitego, odpowiedzialnego i zdolnego do poświęceń, wszyscy mi dziękują. K…... :( Jak po raz kolejny okłamuję szefa to czuję do siebie obrzydzenie i mam ochotę się zabić.

immerbesser 26.09.12, 00:57

Miałem napisać na tym forum z zupełnie inaczej sformułowanym pytaniem, ale jak przeczytałem twoją wypowiedź prawie jakby o mnie było. Ja mam 36lat i mi to już mocno w życiu namieszało. Na punkcie zawodowym jakoś sobie poradziłem, ale życie prywatne to porażka.
Mimo zdolności wszystko robiłem na ostatnią chwilę. W szkole średniej pracę dyplomową (ocenioną później celująco) skończyłem dosłownie na godziny przed terminem - z tym że było mi łatwiej, bo to co uczyłem się w szkole średniej było moją pasją. Na studia już nie miałem pomysłu, też zwlekałem z wyborem do ostatniej chwili, aż w końcu zapisałem się na jakieś przypadkowe zaoczne żeby nie wylądować w armii. Pracę dyplomową obroniłem w ostatnim możliwym przedłużanym terminie, a za jej pisaniem zabrałem się jakieś 3 tygodnie przed terminem oddania (i mimo tego zdałem obronę z wyróżnieniem). Studiów magisterskich już nie dokończyłem, brakło mi tylko napisania pracy i jakichś chyba trzech śmiesznych zaliczeń na które trzeba było coś przygotować...
Więc jak sobie radzę w sprawach zawodowych - biore się za zajęcia w których trzeba reagować natychmiast i na bieżąco, gdzie nie ma możliwości odkładania na później a decyzje trzeba podejmować od razu, bez czasu na dywagacje. W takich sytuacjach dobrze się sprawdzam, więc w firmie wysyłają mnie do zadań gdzie jest największy "ogień", dokładają mi też tyle zadań, żeby przypadkiem nie starczyło mi czasu na opieprzanie się ;-) Finansowo jestem wyjątkowo dobrze doceniony, ale pojawiają się zgrzyty - moje stanowisko jest relatywnie niskie w hierarchi a pracuję na nim wiele lat. Mile widziane byłoby pójście wyżej, ale ja bronię się przed tym rękami i nogami, bo wiem że na stanowisku gdzie nie tylko musiałbym organizować pracę sobie ale i innym dałbym totalną plamę.

Prokrastynacja to z łacińska „dojutrkowanie” – przekładanie, odwlekanie, odraczanie, zwlekanie i opóźnianie, czyli by zacytować Oskara Wilde’a w wersji ekstremalnej prokrastynowania: „Nigdy nie odkładam na jutro tego, co mogę zrobić pojutrze”. Prokrastynacja nie jest zwykłym odraczaniem czegoś do zrobienia, co można zrobić później. Jest to akt świadomy negatywnych konsekwencji i dobrowolny w swoich założeniach. Nie odkładamy, bo musimy się nad czymś zastanowić czy potrzebujemy części pracy od kogoś – odkładamy, bo chcemy. Odkładamy, tzn. nie robimy tego, co powinniśmy, a właściwie robimy coś innego w zamian, by tego właśnie, czemu jesteśmy niechętni nie robić. Są to zatem czynności zastępcze, które nie zbliżają nas do realizacji postawionych przed nami wymagań.

Jeżeli myślimy o prokrastynacji bardziej globalnie, nie tylko poprzez przykład dotkniętych przez nią jednostek, których przykłady mamy w powyższych cytatach, to zastanowienie budzi skala zjawiska i jego konsekwencje. Można mówić o epidemii choroby, która nie zabija od razu, ale zabija wielu, i to w sposób utajony. Takie opinie mogą się wydać przesadzone, ale dane są jednoznaczne. Amerykańskie badania mówią o 70-95% studentów i 15-25% dorosłych. Mogłoby się wydawać, że za wyniki amerykańskich studentów odpowiada system nauczania skupiony na indywidualnych pracach, które mają być oddawane w terminie, ale podobna liczba 80% osób badanych, którzy odkładają jakieś czynności na później, została uzyskana w polskich badaniach przeprowadzonych w styczniu 2016 roku na 500-osobowej próbie metodą telefoniczną. Do najczęściej odkładanych czynności należały czynności domowe takie jak sprzątanie, prasowanie, gotowanie i pranie – 50% respondentów, zadania zawodowe – 15% oraz czynności biurowe i urzędowe – 11%.  

Wskazane w amerykańskich badaniach 15-25% dorosłych to tzw. chroniczni prokrastynaci - osoby opóźniające realizację zadań w wielu dziedzinach życia, dla których ten sposób działania, a właściwie „niedziałania” stał się stylem życia.  Takie, które nie są w stanie odroczyć gratyfikacji, czyli poświęcić obecnych przyjemności na rzecz przyszłych nagród czy też uniknięcia kar. Te dziedziny życia to nie tylko praca zawodowa czy też działalność szkolna i akademicka. To też dbanie o swoje zdrowie, prawidłową dietę, oszczędzanie pieniędzy czy też unikanie nałogów takich jak np. hazard czy nikotynizm.
Taki powtarzalny styl prokrastynowania może nieść poważne skutki dla organizacji, które mają swój konkretny wymiar w realnie przepracowanym czasie pracy, co dobitnie pokazuje pierwszy z przytoczonych wpisów. Istotnym problemem jest to, że prokrastynacja może być zaraźliwa. To, co jest udziałem jednostki, może stać się sposobem postępowania grupy. Jaki jest tego mechanizm? Bardzo prosty. Odwołuje się do kształtowania się nowych norm grupowych, niepisanych standardów postępowania. Prokrastynator odwleka poprzez uciekanie się do różnych zachowań noszących w języku zarządzania sobą w czasie nazwę „złodziei czasu”. Forum, gazeta, youtube, wykop – to cytat z pierwszego wpisu, ale gdzie papierosek, kawka, pogawędka o tym i owym, wyjście coś zjeść czy krótki wypad na miasto. Metody są różne, ale coraz bardziej zaczyna królować smartfon w różnych postaciach. Nie chodzi o to, by pracownicy przepracowywali 100% czasu pracy, bo jest to po prostu niemożliwe, fizycznie i psychicznie niewykonalne. Ale gdy dla niektórych jest to ¾ czy nawet połowa, to w innych rodzi się poczucie niesprawiedliwości, inni zaczynają sobie zadawać pytanie, dlaczego ona/on może, a nie ja. W ten sposób zaczyna się testowanie granic, na ile można sobie w danej grupie pozwolić. Na ile takie zachowania są tolerowane przez współpracowników i przełożonego. Jedna prokrastynująca osoba zaraża nie chorobą, ale objawami inne osoby. Prokrastynacja jest chorobą, takim samym uzależnieniem od ulegania krótkotrwałej, teraźniejszej przyjemności bez względu na późniejsze konsekwencje jak inne nałogi. Prokrastynację trzeba leczyć i jest to możliwe, a sposoby leczenia będą przedstawione w kolejnej części artykułu.  

Autor: dr Piotr Pilch
Doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, magister psychologii organizacji i pracy, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych ALK, ekspert w zakresie konstruowania i realizacji programów dydaktycznych. Kierownik studiów podyplomowych, trener w obszarach budowania zespołów i zarządzania nimi oraz doskonalenia kompetencji kierowniczych.